wtorek, 9 października 2012

Marcepanowa jabłoń

Dziś będzie na słodko. Lubicie jabłka? A Milczący nie lubi. Mimo wszystko akurat to zjadł z chęcią.  Tak, tak Milczący jest dziwny, no ale co on może na to poradzić, taki już jest i nie będzie tego zmieniał.
No ale do sedna, potrzebować będziemy:

4 duże jabłka
200g masy marcepanowej

Jako że masa marcepanowa jest ciężko dostępna, bynajmniej w okolicach Milczącego zdradzi wam on też przepis jak takową zrobić. Do masy marcepanowej potrzebujemy (na 200g):

100g migdałów
100g cukru pudru

Migdały należy obrać ze skórki, by tego dokonać w miarę szybko i bezproblemowo należy kupione migdały sparzyć wrzątkiem. Kiedyś Milczący wyczytał, że najlepsza masa marcepanowa powinna mieć na każde 100 migdałów jednego w skórce i musi wam powiedzieć że to nieprawda. Jak na kryteria smakowe Milczącego powinno być przynajmniej 6 migdałów w skórce na 100 sztuk wtedy dopiero masa smakuje tak jak powinna. Aha jeden migdał to ok.1g także spokojnie nie musicie liczyć sztuk, wystarczy waga. Przygotowane migdały mielimy (polecam blender, ewentualnie młynek do kawy), przesypujemy do miski, dodajemy cukier i ciut wody, wszystko mieszamy do uzyskania plastycznej masy. W razie gdybyśmy przesadzili z ilością wody należy oczywiście dorzucić mielonych migdałów lub cukru.

No dobrze to masę już mamy teraz zabieramy się za jabłka. Wybieramy największe jabłka jakie mamy i wycinamy z nich gniazdo nasienne. Może się to wydawać trudne jednak nic bardziej mylnego najłatwiej tego dokonać przy pomocy długiego i cienkiego noża. Po usunięciu nasion w puste miejsca wrzucamy masę marcepanową. Tak przygotowane jabłka zawijamy w folię aluminiową i wrzucamy do piekarnika i pieczemy ok. 25min w 200 stopniach.



piątek, 5 października 2012

Odzyskane pieczywo

Po tygodniu odpoczynku Milczący powraca z przytupem. Zdarza się tak, że zostaje wam kawałek wczorajszego chleba? Milczącemu się zdarza. Rzadko bo rzadko ale się zdarza. Dziś poznacie świetny, prosty przepis jak czerstwe pieczywo przygotować by było miękkie i nadawało się do jedzenia.

Potrzebować będziemy:
4 kromki czerstwego pieczywa
1 jajko
3-5 łyżek mleka
cukier
cynamon
sól

Pierwsze co należy zrobić to ogarnąć na blacie w kuchni i wziąć miseczkę do której można wbić jedno jajko.  Do ręki bierzemy widelec i roztrzepujemy nasze jajko, dodajemy szczyptę soli oraz mleko, mieszamy. W tak przygotowanej masie/zalewie maczamy nasz chleb. Na rozgrzaną patelnie wrzucamy masło i zaczynamy smażyć. Wcześniej jednak każdą kromkę chleba posypujemy cukrem i cynamonem. Smażymy z obu stron do uzyskania pięknego kolorytu jak na zdjęciu poniżej.



Chlebek jest idealny zarówno na niedzielne śniadanie jak i podwieczorek. Smacznego.

wtorek, 25 września 2012

Smak dzieciństwa: Zupa dyniowa na słodko

Dziś pierwszy wpis z nowej i zarazem pierwszej serii wpisów tematycznych, "Smaki dzieciństwa". Każdego chyba czasami nachodzi myśl: Ale bym zjadł...i tu nazwę potrawy, która jednoznacznie kojarzy się nam z dzieciństwem. Od jakiegoś czasu za moim tatą chodził smak jego dzieciństwa, zupy z bani. Milczący pragnienie postanowił zrealizować, poszukał przepisów w zakamarkach sieci i wybrał ten, który wydawał się mu najlepszy. Oto nieco poprawiona wersja zupki stąd: bluespoon.blox.pl

Potrzebować będziemy:
ok. 1kg dyni
750ml mleka
sól, cukier, cynamon do smaku

Dynie wydrążamy, obieramy ze skóry i kroimy w kostkę. Tak przygotowaną banie wrzucamy do garnka, zalewamy wodą i gotujemy do miękkości ok.20min. 3/4 wody z garnka odlewamy, resztę zawartości garnka miksujemy. Mleko gotujemy (by mieć pewność, że mleko nie przywrze do dna garnka, na sam spód należy wlać nieco wody i postawić na planiku, gdy tylko woda zacznie wrzeć możemy spokojnie wlewać mleko), dodajemy sól, cynamon, cukier i próbujemy. Zapewne trzeba będzie jeszcze dosłodzić, także śmiało wrzucamy kolejną łyżkę cukru. Zupę możemy podać makaronem bądź z "żelaznymi kluskami", przepis na nie znajdziecie na wcześniej wspomnianym blogu.
Smacznego.


piątek, 21 września 2012

Sałatka prawdziwego mężczyzny

Co? Sałatka dla faceta? Spokojnie. Każdy musi dojrzeć i zacząć jeść także i te "damskie" potrawy a nie ciągle stejki i sztuki mięsa w sosie własnym. Były czasy, że i Milczący uciekał od wszystkiego co zielone, jednak teraz... zresztą nikt nie każe jeść samej sałatki, będzie ona na pewno świetnym dodatkiem do wszelkiej maści sznycli, kotletów czy potraw z grilla. Sałatka ta zawiera ulubione składniki każdego (no prawie każdego) prawdziwego faceta. Są ziemniaki, jest boczek, cebula, wszystko jest słodkie i kwaśne za razem, po prostu majstersztyk. Jakiś minus? Sałatkę trzeba przygotować z 2h przed podaniem bo składniki muszą się dobrze przegryźć.

Na porcje dla dwóch osób będziemy potrzebować:
- 2 duże ziemniaki
- 1 czerwoną cebulę
- 10dag* boczku, najlepiej już pokrojonego w plastrach
- ocet winny**
- olej
- pęczek szczypiorku

Ziemniaki gotujemy w mundurkach, pamiętajcie by osolić wodę. Obieramy (chyba, że to ziemniaki młode to wtedy możemy zostawić w skórce) i kroimy w dość grube plastry (zbyt cienko pokrojone stworzą kartoflaną paćkę a tego nie chcemy). Wszystko przekładamy do miski i zabieramy się za boczek, kroimy go w cienkie paski i przesmażamy na patelni. Cebulę obieramy i kroimy w małą kostkę, przesypujemy ją do rondelka i całość zalewamy ok. 250ml wrzącej wody (tych którzy boją się, że spalą czajnik zapraszam do tego postu: klik), dodajemy dwie łyżki oleju i 3 łyżki octu winnego. Całość doprawiamy cukrem, solą i pieprzem. Smak powinien być jak Milczący napisał na samym początku słodko-kwaśny, jak po spróbowaniu całość okazuje się mało kwaśna dolewacie octu, jak mało słodkie dorzućcie cukru. Nie bójcie się próbować podczas gotowania. Gdy marynata osiągnie idealny dla nas smak, zalewamy nią ziemniaki, dodajemy boczek i całość mieszamy. Odstawiamy na 2h godziny by ziemniaki przeszły zapachem i smakiem marynaty. Dodajemy posiekany szczypiorek (nie żałować zieleniny) i mieszamy raz jeszcze. Gotowe do podania. Jak zwykle Milczący życzy smacznego :)


* 10dag= 100g
** ocet jabłkowy także się liczy


wtorek, 18 września 2012

Nafaszerowany pan

Są warzywa których Milczący nie lubi i za cholerę nikt nie zmusi go do ich zjedzenia, nawet jęki i błagania na Milczącego nie działają, taki jest twardy. Są jednak także i takie, które Milczący uwielbia jednym z nich jest nasz dzisiejszy gość czyli pan Kabaczek, znany niektórym jako pani Cukinia. Będziemy dziś moi drodzy faszerować. Nie obawiajcie się nie będzie to jakoś bardzo trudne. Ba, powiem więcej będzie to dziecinnie proste.

By danie wykonać będziecie potrzebować:
- jeden kabaczek
- 30dag łopatki wieprzowej (bądź mięsa mielonego)
- 4 duże pomidory
- 2 cebule
- 2 ząbki czosnku
- 15dag startego sera żółtego
- cząber
- sól
- pieprz

Na sam wpierw należy zacząć od przygotowania sosu pomidorowego. Jasne można kupić bulion w kostce i koncentrat pomidorowy jednak nie o smak wzmacniany glutaminianem sodu nam chodzi. Pomidory sparzymy i obieramy ze skóry. Do rozgrzanego garnka wrzucamy dwa ząbki czosnku, pozostawiamy je do zarumienienia i wyjmujemy, jednak nie wyrzucamy. Na tak przygotowany olej wrzucamy posiekaną w kostkę cebulę i zostawiamy do zeszklenia. Do tego skrawamy pomidory, czekamy do rozgotowania i doprawiamy solą, pieprzem, dorzucamy rozgnieciony wcześniej przysmażony czosnek, troszkę cukru i cząber. Tak przygotowany sos zestawiamy z ognia i zabieramy się za mięsko. Łopatkę wieprzową myjemy, kroimy i mielimy w maszynce do mięsa. Na rozgrzaną patelkę wrzucamy cebulę do zeszklenia i dorzucamy mięso, przysmażamy, doprawiamy solą i pieprzem. Mięsko wrzucamy do sosu i mieszamy. No to sos już mamy teraz pora na pana Kabaczka. Pierwsze co, należy go pokroić w plastry grubości około 5-7 cm, następnie obieramy go ze skórki i wykrawamy gniazda nasienne ze środka. Układamy go w wcześniej wysmarowanym olejem naczyniu żaroodpornym do środka wrzucamy wcześniej przygotowany sos i posypujemy startym żółtym serem. Wrzucamy do piekarnika nagrzanego do temperatury 200 stopni na około 30min. Kabaczek powinien być miękki, najlepiej to sprawdzić wkładając w niego wykałaczkę.

piątek, 14 września 2012

Placek Milczącego

"Najlepsze placki w mieście", tak znajomy Milczącego zachwalał swój lokal w którym niegdyś pracował. Milczący poszedł, spróbował i doszedł do wniosku, że lepsze placki to on w domu sobie może zrobić. Poszperał trochę po sieci, książkach kucharskich i znalazł w końcu przepis na idealny dla niego "placek", znany wam, mniej obeznanych w tematach gastronomicznych jako ciasto do pizzy. Tak więc dzisiejszy przepis rozpocznie przygodę z popularną kuchnią włoską, choć możliwe, że to określenie jest trochę na wyrost bowiem zastosujemy sporo uproszczeń.

Do ciasta będziemy potrzebować:
- 250ml wody (szklanka)
- 480g mąki    (ok. 3,5 szklanki)
- 1 łyżkę oleju
- 1,5 łyżeczki soli
- 1 łyżkę suchych drożdży

Reszta składników potrzebnych do stworzenia naszej ukochanej pizzy to:
- 200g sera żółtego w kawałku, bądź tarty
- keczup
- ulubione składniki, w przypadku Milczącego padło na ananasa w puszce

Pierwsze co należy zrobić to miejsce na blacie kuchennym. Będziecie go potrzebować sporo, bo najlepsze ciasto to takie zagniatane ręcznie. Na blat wysypujemy kopczyk odmierzonej wcześniej mąki, robimy po środku dziurę i tam wlewamy wodę, olej a także wsypujemy sól i drożdże. Podwijamy rękawy, zdejmujemy wszelaką biżuterię naręczną i zagniatamy ciasto do uzyskania gładkiej i elastycznej masy. Jak ciasto nie chce się nam kleić to dolewamy troszeczkę wody, jak jest za rzadkie dosypujemy mąki, ot cała filozofia. Ciasto im dłużej wyrabiamy tym będzie lepsze. Po wymęczeniu ciasta zostawiamy je do wyrośnięcia w jakimś najlepiej ciepłym miejscu na około 30min, ciasto w tym czasie powinno podwoić swoją wielkość.
Po tak przygotowanym cieście, przygotowujemy swoje składniki do pizzy, trzemy żółty ser na tarce, kroimy ananasa etc. Ciasto wykładamy na wcześniej wysmarowaną olejem blachę (najlepiej coś ponad 30cm) i formujemy kształt pizzy. Po uformowaniu całość dokładnie smarujemy keczupem, posypujemy żółtym serem, układamy resztę składników i wrzucamy do piekarnika na 25-35min w temperaturze 200 stopni Celsjusza.

Po upieczeniu powinno to wyglądać mniej więcej tak:


Jak to mówi dziadek Milczącego podając mu coś do jedzenia: Smacznego.

wtorek, 11 września 2012

Sznycel po Łódzku, czyli schab po polsku

Moi drodzy czytelnicy, stało się. Dziś dowiecie się jak przygotować swój pierwszy i pyszny "tradycyjny" polski obiad który Milczący ochrzcił jako "Sznycel po Łódzku, czyli schab po polsku". Jednak jako, że nie samym mięsem żyje człowiek, dostaniecie także szczegółowe instrukcje na temat tego jak ugotować ziemniaki do tego pysznego kawałka mięsa.

Do ugotowania ziemniaków potrzebować będziemy:
- ziemniaki
- sól
- wodę
- garnek

Pierwsze co musimy zrobić to obrać ziemniaki i tu są dwie szkoły, można to robić przy pomocy noża bądź obieraczki do warzyw. Technika obierania dowolna, jednak Milczący błaga was starajcie się skórkę obierać jak najcieniej, szkoda marnować jedzenie. Po obraniu ziemniaków wrzucamy je do garnka i płuczemy pod bieżącą wodą. Brudną wodę wylewamy i zalewamy ziemniaki ponownie czystą wodą. Garnek przykrywamy pokrywką i stawiamy na kuchence (palnik oczywiście trzeba włączyć bo inaczej ciężko będzie by zawartość garnka zaczęła się gotować). Gdy woda w garnku zacznie wrzeć należy ziemniaki osolić 2 łyżeczki. Kartofle gotujemy około 20min aż staną się miękkie. Jak to sprawdzić ? Najlepiej spróbować nadziać jednego ziemniaka na widelec, jeżeli ten wchodzi gładko to znaczy, że kartofle nadają się już do spożycia. Teraz ziemniaki należy odlać z wody, tylko uważać by się nie poparzyć. Jeszcze tego by brakowało bym tracił czytelników przez ich nieostrożność. Ziemniaki przekładamy na talerz, można je posypać koperkiem bądź pietruszką według gustu i uznania.

No dobra jak już wiecie jak przygotować ziemniaki nadszedł czas na "Sznycel po Łódzku czyli schab polsku". Dobra nie chcę was dalej oszukiwać. Będziemy smażyć zwykłego schabowego.

Potrzebujemy:
- kawałek schabu wieprzowego bez kości* (200g) (ew. pierś z kurczaka)
- jajko
- bułkę tartą
- sól
- pieprz
- smalec/masło/olej (Milczący proponuje korzystanie ze smalcu wieprzowego, nadaje on kotletom niebiański smak, ewentualnie masło, najgorszym wyborem jest olej ale od biedy także się nada)

Dodatkowo potrzebujemy także patelnię i tłuczek do mięsa
Schab myjemy i kroimy na plasterki około 1cm. Bierzemy tłuczek i zaczynamy rozbijać mięso, by nie martwić się o to, że całą kuchnię będziemy mieli w mikro kawałkach mięsa mięso przed rozbijaniem przykrywamy folią spożywczą. Kotlet należy rozbić dość cienko bo inaczej będzie twardy, przy czym należy starać się by nie robić dziur. Po rozbiciu kotletów każdy posypujemy solą i pieprzem z obu stron. Tak przygotowane mięso należy obtoczyć kolejno w bułce tartej, wcześniej rozmemłanym jajku i znowu w bułce. Na rozgrzaną i natłuszczoną patelnię kładziemy kotlet i smażymy do zarumienia z obu stron. Ważna informacja, ilość tłuszczu na patelni musi być wyważona, zbyt mała może doprowadzić do tego, że zamiast kotlet się nam ładnie ze złocić zacznie się zwyczajnie przypalać.


Do ziemniaków i kotleta schabowego Milczący poleca surówkę z marchewki ewentualnie ogórka konserwowego czy kiszonego. Smacznego.

*Schab z kością także się nadaje. Milczący powie nawet więcej, jest on o niebo lepszy w smaku, jednak trzeba poświęcić mu więcej uwagi podczas smażenia by fragmenty mięsa koło kości dolegały do patelki. Pamiętać także należy o tym by rzeźnik przy zakupie podzielił nam schab na kotlety, niestety ale w tym przypadku bez tasaka ani rusz.


piątek, 7 września 2012

Krwawa jatka

Dzisiaj, drodzy czytelnicy, przeskoczcie o poziom wyżej w waszej nauce podstaw gastronomii. Jednak Milczący ostrzega niezbędna będzie wiedza zarówno z pierwszego jak i ostatniego wpisu. Jak zwykle będzie szybko, prosto i do tego wszystkiego postaramy się by było smacznie.

Do dzisiejszego dania będziemy potrzebować (porcja na 2os)
- dwa pomidory
- jedna średniej wielkości cebula
- 8 jaj
- sól
- pieprz
- szczypiorek
- pomidory koktajlowe i bazylia do dekoracji

Na początku bierzemy pomidory, sparzamy je wrzątkiem (tutaj właśnie przyda się wiedza z pierwszego wpisu o gotowaniu wody w czajniku) i obieramy ze skóry. Rozgrzewamy patelkę i w międzyczasie obieramy cebulę i kroimy ją według uznania, duże kawałki możliwe że będą twarde a za małe szybko się przypalą, najbezpieczniej jest cebulę przekroić na ósemki i posiekać. Rozlewamy kapkę oleju na gorącą patelnie i wrzucamy pokrojoną cebulę do zeszklenia*. Dodajemy pomidory, najlepiej wkrawać je bezpośrednio na patelkę w dość małych kawałkach, solimy, pieprzymy i co chwila mieszamy do rozgotowania czyli uzyskania pomidorowej papki. Następnie wbijamy jajka, i co chwila mieszamy do uzyskania odpowiedniej konsystencji (tutaj przydaje się doświadczenie nabyte podczas realizowania ostatniego przepisu). W międzyczasie kroimy szczypiorek. Danie przerzucamy na talerz, posypujemy szczypiorkiem dekorujemy pomidorkami koktajlowymi i listkiem bazylii.



I tak oto udało się wam zrobić kolejne świetne danie, czyli jajecznicę z pomidorami.
PS: Obiecuję, że kolejne danie nie będzie już tak faworyzowało jajek ;)

*zeszklenia- czyt. aż będzie lekko połyskiwać, jeżeli przedobrzycie to cebula zacznie się robić brązowa a w smaku stanie się gorzka także uważajcie

środa, 5 września 2012

Rozmemłane jaja

W dniu dzisiejszym nie będziemy się cofać do tyłu a nadal przeć do przodu z naszą nauką gotowania. Milczący przedstawi coś nieco trudniejszego niż ostatnio jednak nadal wy głąby kulinarne powinniście dać radę.
Z produktów spożywczych potrzebne nam będą:
-jajka (ilość zależna od apetytu, Milczący proponuje 4 jaja na jedną osobę)
-masło (nie całe także proszę nie panikować)
-sól
-pieprz
-szczypiorek

W kuchni przygotować należy także: 
-kuchenkę
-patelnię
oraz zimny okład w przypadku ewentualnego poparzenia

Wszystko gotowe? No to zaczynamy.
Na początku szykujemy szczypiorek by później nie mieć problemów. Szczypiorek kroimy drobno, co by nam podczas jedzenia nic między zęby nie wchodziło. Następnie rozgrzewamy patelnię* i rzucamy na nią kawałek masła, najlepiej tyle by po rozpuszczeniu patelnia była cała w tłuszczu. Zaczynamy wbijać jaja, ewentualne kawałki skorupek wyjmujemy co by nam z kolei nic nie chrzęściło podczas konsumpcji i zaczynamy "memłanie". Po pierwszym mieszaniu dodajemy sól i pieprz. Tylko ostrożnie z ich ilością lepiej jest zawsze doprawić danie później na talerzu niż jeść przesolone czy spieprzone. Co chwilę mieszamy jajka by uzyskać odpowiednią dla nas konsystencję, jedni wolą lekko lejącą inni twardą jak kamień wybór należy do was. Przerzucamy jajka na talerzyk, posypujemy szczypiorkiem.


Voil'a w ten oto sposób przygotowaliśmy rozmemłane jajka popularnie nazywane jajecznicą.
Smacznego.

*
Pewnie wielu się zastanawia jak mają sprawdzić czy patelnia jest już rozgrzana, otóż wystarczy kilka kropel wody, jeżeli po wylaniu ich na patelnie nikną w oczach patelnie uznajemy za rozgrzaną, jeżeli woda skacze po patelce znaczy, że ta jest rozgrzana bardzo dobrze i zaraz zacznie dymić, jeżeli krople się po patelce rozlewają musimy jeszcze czekać. 

wtorek, 4 września 2012

Stalowe jaja

Prawdziwy facet powinien zbudować dom, posadzić drzewo i spłodzić syna. Do tego wszystkiego dobrze jest jak ma on jaja ze stali, wtedy przychodzi to wszystko o niebo łatwiej. Dzisiaj Milczący proponuje wam przepis na nieziemsko prosty posiłek. Idealny na śniadanie, obiad, kolację. Genialny w smaku zarówno na ciepło jak i na zimno. No ale do rzeczy oto przepis na  "Stalowe jaja".

Jak łatwo się domyśleć głównym składnikiem tego dania są jaja. Nie, nie bycze przyrodzenie a normalne kurze jaja. Najlepiej kupować te jaja od "zadowolonych kur" a nie te brzydkie klatkowe. Że co, że niby drogie ? Bzdura. Wystarczy się dobrze rozejrzeć a na pobliskim rynku/bazarku jakaś miła starsza pani na pewno sprzedaje jajka od swoich własnych zadowolonych kurek.
Jak już jaja kupimy, musimy wziąć rondelek/garnek napełnić go wodą i zagotować. Tylko bez przesady z jej ilością by można było spokojnie jajka włożyć, bez potrzeby rozlewania H2O po kuchence gdy tylko ta zacznie wrzeć. Tutaj dość ważna informacja by jaja były idealne i nie popękały podczas wrzucania do wody, dobrze jest by miały temperaturę pokojową (krótko, jaja nie prosto z lodówki) zazwyczaj wystarczy je potrzymać 10min na kuchennym blacie. Po włożeniu jaj (ich ilość jest zależna od apetytu kucharza) ustawiamy minutnik na 5 minut. Po upływie tego czasu jaja wyjmujemy i zabieramy się za jedzenie. Dla tych którzy naprawdę mają niewiele wspólnego z kuchnią ważna informacja. Jaja należy obrać ze skorupki przed rozpoczęciem jedzenia. Oczywiście doprawiamy solą, pieprzem do smaku, dopuszczalnym jest także użycie majonezu. Jeżeli okaże się że przesadziliśmy z ilością ugotowanych jaj i nie możemy ich wszystkich zjeść nie należy się przejmować. Wystarczy takowe wrzucić do lodówki a na pewno nic złego się z nim nie stanie. No dobrze tylko co jeżeli jajka ugotowane pomieszają się z tymi surowymi ? Nic moi drodzy bowiem Milczący ma dla was genialny sposób jak odróżnić jajko ugotowane od surowego. Wystarczy nim zakręcić na kuchennym blacie (tak możecie to też zrobić na stole), jeżeli jajko zacznie wirować jak szalone znaczy tyle że wcześniej się już wycierpiało w gorącej wodzie i nadaje się do szybkiego spałaszowania.




W ten oto cudowny i krótki sposób Milczącemu udało się was poinstruować jak w prosty sposób można stworzyć w kuchni coś jadalnego z minimalnym nakładem finansowym, fizycznym i czasowym. "Stalowe jaja" znane są też pod nazwą "Jajko na twardo", jednak Milczącemu wydaje się, że nazwa "Stalowe jaja" brzmi o wiele bardziej zachęcająco.

poniedziałek, 3 września 2012

Serwus


Witam serdecznie tych, którzy trafili na tego zacnego bloga. Milczący postanowił podzielić się z wami swą tajemną wiedzą kulinarną. By mógł on prowadzić tego bloga jak najdłużej przy możliwie jak najmniejszym wysiłku fizycznym i psychicznym wpadł on na genialny pomysł, zacznie on was uczyć gotować od zera.

Tak więc blog ten dedykuje wszystkim tym, którzy z kuchnią nic wspólnego nie mają, gotować nie lubią i nawet przysłowiowy czajnik potrafią przypalić. Milczący ma nadzieję, że po lekturze tego bloga zaczniecie gotować i jeść coraz to lepsze jedzenie.

Na pierwszy ogień idzie instrukcja jak nie przypalić czajnika.

1. Bierzemy czajnik
2. Dochodzimy do zlewu
3. Odkręcamy kran z zimną wodą (coby się nie poparzyć)
4. Wlewamy wodę do czajnika
5a. Zakładamy gwizdek
5b. Zamykamy pokrywkę (jeżeli wcześniej ją otwieraliśmy)
6a. Ustawiamy czajnik na kuchence
6b. Ustawiamy czajnik na plastikowej podstawce
7a. Zapalamy palnik
7b. Naciskamy pstryczek elektryczek
8a. Jak gwizdek zacznie gwizdać to znaczy, że woda jest już gotowa, należy wtedy wyłączyć palnik.
8b. Jeżeli usłyszymy, że czajnik przestał buczeć woda jest już gotowa.

Kolejny "przepis" od Milczącego jeszcze w tym tygodniu. Bądźcie czujni.